sobota, 17 czerwca 2017

Chwila szczerości

Łatwiej mi pisać o tym, kiedy już właściwie jest (nieco) lepiej.

Kilka tygodni temu zaczęłam się czuć dość kiepsko. Emocjonalne dołki połączone ze spięciami z ludźmi, którzy znaczyli dla mnie sporo plus trochę zawirowań rodzinnych i w pracy.

Miałam taki moment, kiedy rozmawiałam z bliską mi osobą, która sama zmaga się z dość ciężkimi kwestiami w swoim życiu. Stwierdziłam, że martwią mnie te moje dołki, że to zaczyna być niepokojące, na co usłyszałam, że może warto pójść do lekarza (w domyśle: psychiatry) bo to mogą być początki depresji. I mimo, że sama zaczęłam ten temat, nagle zaczęłam się bronić, upierać, że przecież mam powody do smutku aktualnie, do zamieszania, etc.

A jeszcze, jeszcze później kilka rozsądnych słów w tekście, który mocno mnie poruszył. O lękach, natręctwach, katastroficznych wizjach przyszłości i spodziewaniu się wszystkiego co najgorsze. W części odnalazłam siebie, a w części przejrzałam się jak w lustrze dopiero kilka tygodni później, po pewnej poruszającej rozmowie.

Zrobiłam konkretny remanent w swojej codzienności. Jak najwięcej słońca, kiedy tylko się da, dużo ruchu (bieganie, rower, taniec), mało alkoholu, dużo wody i medytacja choć 5 minut każdego dnia. I wychodzenie do ludzi, nawet jeśli najchętniej spędzałabym całe dnie w łóżku, albo chociaż te momenty po pracy albo przed nią.

W tak zwanym międzyczasie zmieniło się u mnie kilka kwestii. W mojej aktualnej pracy dostałam umowę o pracę i podwyżkę, prywatnie często miałam okazję przekonać się, że mam wokół siebie bliskich ludzi, ale... mimo wszystko dołki nie mijały i przychodziły kryzysy mniejsze i większe.

Trochę pomogły zmiany w codzienności. Zaczęłam wracać powoli do życia. Dopiero w momencie, kiedy zauważyłam, jak intensywniej zaczęłam odbierać rzeczywistość, trochę jakby moje "przytępione zmysły" się obudziły... odczułam, jak kiepsko było, skoro teraz widzę różnicę.

Oprócz tego faktycznie umówiłam się prywatnie do lekarza i chcę szczerze pogadać o swoim samopoczuciu, ale też chcę wrócić do terapii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz